Wyprzedaż outletowa rabaty do -85% Sprawdź

Tartaruga – połączenie pasji i ciężkiej pracy

Tartaruga to autorska pracownia tkacka założona w 2017 roku w Łodzi przez Jadzię Lenart i Wiktorię Podolec. Z okazji premiery kolekcji Lunar zaprojektowanej dla Euformy, rozmawiamy o pasji do rzemiosła, procesie projektowania i tworzenia kilimów oraz inspiracjach.

Opowiedzcie jak zaczęła się Wasza przygoda z kilimami i tkaniem?

Wiktoria: Studiowałyśmy razem z Jadzią na jednym kierunku na Politechnice Łódzkiej na wzornictwie, wybrałyśmy specjalizację z projektowania tekstyliów. Zajmowałyśmy się na studiach różnymi rodzajami tekstyliów – niekoniecznie robionymi ręcznie – odzieżowymi, do wnętrz. Gdzieś pomiędzy, Jadzia zaczęła się interesować tkaniną robioną ręcznie. Zaczęła tkać, zainteresowała tym mnie i tak zaczęłyśmy bardzo hobbystycznie. Z czasem zajmowało nam to coraz więcej czasu. Już pod koniec studiów zdecydowałyśmy się na prace dyplomowe związane z tkaniem. Jadzi robiła dywan, ja kolekcję kilimów, która później znalazła się w Tartarudze jako nasza pierwsza kolekcja dostępna w sprzedaży. Już w trakcie studiów stwierdziłyśmy, że chcemy pracować na własny rachunek. Miałyśmy świadomość w jaki sposób funkcjonuje świat przemysłu tekstylnego, jak bardzo jest inwazyjny i zanieczyszczający.

Jadzia: Gdy zaczęłyśmy studia, byłyśmy zachwycone tym, że można tak wiele projektować. Później przyszła świadomość, że z tym projektowaniem może się łączyć zaśmiecanie i niszczenie planety. Miałyśmy świadomość, że mamy do wyboru pracę w miejscach które będą się dokładały do tego czego nie wspieramy ideowo albo u siebie w zgodzie z sobą. To myślenie zbiegło się z naszym zainteresowaniem tkaniem ręcznym. Spodobało nam się sama idea rzemiosła, proces powstawania, to co można zrobić na krośnie. Pod koniec studiów zdecydowałyśmy, że to jest moment, że trzeba zacząć i tak powstała Tartaruga.

Skąd właściwie wzięła się nazwa TARTARUGA?

Wiktoria: Na początku miałyśmy różne nazwy do wyboru, natomiast to słowo z paru względów wydało nam się fajne. Słowo tartaruga zawiera w sobie cząsteczkę RUG czyli dywanik, więc takie podwójne dno, taka gra słów. Przede wszystkim jednak tartaruga z języka włoskiego to znaczy żółw. Bardzo skleiło z tym jak wygląda nasza praca, że te wszystkie tkaniny powstają w żółwim tempie, co wiecie bo sami tez musieliście czekać kilka miesięcy, aż my zrobimy te kilka wzorów dla Was, więc to jest naprawdę żółwie tempo. Sama technika kilimowa na której pracujemy jest wyjątkowa, tkaniny które w niej powstają są długowieczne i szlachetne. Bardzo często są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ta nazwa idealnie pasowała do nas i tego co robimy. Mimo że była to chyba najtrudniejsza nazwa do zapamiętania, nam wydała się najciekawsza. Tartaruga to taki trochę spirit animal naszej pracowni.

Zdjęcia

Karolina Grabowska

Zdjęcia

Karolina Grabowska

Zdjęcia

Karolina Grabowska

Zdjęcia

Karolina Grabowska

Jak dbać o kilimy?

Wiktoria: Kilimy są dwustronne, więc pierwszą rzeczą którą robimy, nawet na zasadzie zapobiegania to obracamy tkaninę aby np. jako dywan się równomiernie wydeptywała. Dzięki obróceniu co jakiś czas dbamy o to aby kilim był w równym stopniu użytkowany. Gdy nas klienci pytają jak mają wyczyścić swój kilim to zawsze mówimy: Najpierw obróćcie na drugą stronę. Czyli najpierw obrócić, pobrudzić z drugiej strony i dopiero wtedy czyścić. Tradycyjne kilimy, również te które wykonałyśmy dla Euformy są robione z wełny. Wełna ma takie właściwości, że nie przyjmuje brudu, nie brudzi się tak łatwo, co można zaobserwować nie tylko przy dywanach, ale również przy ubraniach które mamy z wełny np. garniturach, swetrach wełnianych. To też nie są produkty które trzeba często prać. Z kilimami sytuacja wygląda tak samo, nie przyjmują brudu. Splot którego używamy, działa w ten sposób, że brud nie wchodzi do wewnątrz, struktura jest bardzo ścisła, mamy zamknięte włókna idące bokiem więc trudno jest pobrudzić samą przędzę. Co ciekawe struktura jest na tyle zwarta, że robi się delikatnie hydrofobowa, czyli odpycha wodę. Gdy cos wylejemy na kilim, płyn nie wsiąknie od razu w dywan, mamy czas aby to zebrać np. ręcznikiem papierowym. Trzeba się bardzo postarać żeby je pobrudzić.

Jadzia: Natomiast jeżeli się pobrudzi czymś bardzo inwazyjnym, np. wyleje się na niego lampka czerwonego wina to czyścimy tak jak wyroby z wełny, czyli chemicznie. Dywany wełniane nie lubią wody i moczenia w całości więc pranie w pralce nie wchodzi w grę. Najlepiej takie czyszczenie powierzyć specjalistom, aby mieć pewność, że z kilimem nic się nie stanie. W Polsce jest kilka miejsc, które zajmują się czyszczeniem kilimów oraz dywanów kolekcjonerskich. Osoby tam pracujące znają się na tkaniu i mogą również przeprowadzić renowację po latach.

Wiktoria: To o czym warto pamiętać na co dzień, to przede wszystkim odkurzanie i obracanie. Mamy też doświadczenie z użytkowaniem kilimów w domach ze zwierzakami bo ja mam psa, a Jadzia kota i odkurzanie z sierści jest dużo łatwiejsze niż przy dywanach z włosiem. W konserwacji w codziennym życiu kilimy są bardzo wygodne.

Z czego najczęściej tkacie kilimy?

Jadzia: Do tkania używamy przędz, które są dedykowane do przemysłu tekstylnego związanego z produkcja dywanów. Pozyskujemy resztki z fabryk dywanów i to są przędze które są już zaimpregnowane i przygotowane do produkcji. W przemysłowej produkcji dywanów, gdy trzeba zrobić jakąś kolekcję, firma przygotowuje sobie ok 10% więcej surowca w każdym kolorze. Gdy kończy się kolekcja, surowiec jest wyrzucany. Jest on pełnowartościowy, ale już nie przyda się w fabryce. My często korzystamy z takich resztek. Bierzemy to co akurat jest i zbieramy. Nigdy nie wiemy co trafi się nam następnym razem. Bazujemy na tym co uda nam się zebrać i pozyskać jako taki odpad produkcyjny. Z jednej strony to super surowiec bo jest przygotowany typowo do robienia dywanów, ale z drugiej strony to ten surowiec nam dyktuje kolory i długość serii, unikatowość.

Wiktoria: Gdy przygotowujemy kolekcję, proces wyglądał mniej więcej tak, że zaczynamy od szkiców samych kształtów bez koloru. Następnie siadamy z próbnikiem kolorów przędz, które w tym momencie mamy na stanie. Gdy zaczynami je wybierać to czasem się okazuje, że mamy np. 5-6 kolorów których mamy na tyle duży zapas, że będziemy w stanie zrobić większą ilość tych kilimów. Mimo, że niektóre kolory może bardziej nam się podobają lub bardziej byśmy je chciały, to nie mamy na tyle dużo zapasu by zrobić dłuższą serię. Z tego powodu czasem musimy się bardzo nagimnastykować przy projektowaniu. Z jednej strony jest to trudne, ale z drugiej strony to ciekawe wyzwanie dla nas jako dla projektantek. Staramy się z dużym szacunkiem podchodzić do materiału który już jest. Mogłybyśmy oczywiście zamówić materiał dla siebie w dużej ilości i zawsze mieć te same kolory i się nie przejmować, ale zawsze mamy z tyłu głowy to, że jeżeli my go nie zużyjemy, to mimo że jest dobrej jakości, zostanie przemielony, więc tak naprawdę czemu go nie wykorzystać. Włącza się nam takie myślenie ekologiczne, nie chcemy korzystać z nowych materiałów skoro te są pełnowartościowe. W przemyśle się ich nie wykorzysta, ale do praktyki ręcznej są świetne. Jak już nie ma innej możliwości to wtedy korzystamy z nowych przędz. W większości jednak staramy się pracować na przędzach z recyklingu. Nie jest to najłatwiejsze wyjście, natomiast zdecydowanie dzięki temu, bez wyrzutów sumienia możemy pracować w tym materiale i traktujemy to jako wyzwanie projektowe.

Jak wyglądał proces projektowania kilimów dla Euformy?

Jadzia: Projektując tkaniny dla Euformy bazowałyśmy trochę na kolekcji The Suns, którą już mamy u siebie i która jest najlepiej sprzedającą się serią kilimów. Oczywiście trochę zmodyfikowałyśmy pomysł, gdyż kilimy od których wyszłyśmy, są z takiej serii gdzie każdy wzór wykonujemy tylko raz, z przędz które same farbujemy naturalnymi barwnikami. To  wszystko jest bardzo unikatowe, nie da się tego powtórzyć. W tej kolekcji pojawiają się formy przypominające krajobraz, słońca, góry i jest to coś co chętnie ludzie włączają do swoich wnętrz. Najczęściej na ściany, ale stwierdziłyśmy, że to też będzie dobrze grało jako większy format na podłogę.

Wiktoria: W naszej kolekcji The Suns mamy tylko tkaniny na ścianę, natomiast do kilimów dla Was, wprowadziłyśmy wzory, które mogą być zarówno na ścianę jak i podłogę. W części tkanin mamy zostawione długie frędzle, szczególnie w kilimach poziomych, które często klienci wybierają na główne miejsce w salonie lub w sypialni nad łóżkiem zamiast zagłówka. Frędzle poza byciem elementem konstrukcyjnym dodają tez dekoracyjności.

Kolekcja dla Euformy nazywa się Lunar i skupiłyśmy się na tym, żeby to były takie krajobrazy księżycowe, są tam różne słońca, czasami jest jedno, czasami są dwa. Krajobrazy są różne, czasami fiordowe, a czasami jakby były z innej planety. Mogłyśmy w tej kolekcji też bardziej poszaleć z kolorami. W kolekcji od której wyszłyśmy są kolory bardziej pastelowe, zgaszone, naturalne, bo takie wychodzą z farbowania naturalnego, a dla Was miałyśmy trochę więcej kolorów do wyboru. W kolekcji Lunar mamy 4 wzory. Jeden komplet wzorów jest w takich kolorach cieplejszych – zieleniach, beżach, a drugi jest bardziej chłodny, energetyczny z niebieskim akcentem. Bardzo nas cieszyło że mogłyśmy z tymi kolorami poszaleć.

Jak wygląda proces przełożenia projektu na krosna?

Jadzia: Gdy już mamy decyzję jaki mamy wzór i jak rozmieszczamy kolory, przygotowujemy wydruki w skali 1:1. Gdy wiemy że będziemy wykonywać kolejne wersje danego wzoru, to zawsze staramy się być jak najbliżej pierwowzoru. Każdy kilim i tak będzie delikatnie różny, coś może się delikatnie przesunąć, bo jest to jednak ręczna praca. Wydrukowany wzór podkładamy pod osnowę na krośnie, które jest już przygotowane do pracy. Są na nim nici, które są konstrukcja tkaniny i które będą później widoczne jako frędzle. Pisakiem, który znika po jakimś czasie pod wpływem wilgoci, przenosimy sobie kropeczkami kontury kolejnych kształtów. Kiedy mamy przerysowane ok 15 pierwszych centymetrów tego co się będzie działo na wzorze, siadamy już do krosna i zaczynamy tkanie.

Wiktoria: Do każdej tkaniny oprócz wydrukowanego wzoru mamy też przygotowaną kartę przędz. Przy każdym pierwszym prototypie liczymy ile schodzi jakiego koloru na daną plamę, aby móc też zaplanować ile będziemy potrzebowały przędzy. Mamy tez próbki z numerami przędz z próbnika. Gdy już mamy to wszystko zgormadzone, przeniesione, zaczynamy proces tkania.

Amaltea

Kilim

Deimos

Kilim

Kilim

Amaltea

Kilim

Deimos

Jak długo trwa tkanie?

Jadzia: To zależy od wzoru, ale przykładowo kilim węższy, o szerokości ok 50-70 cm powstaje w tempie 20-30 centymetrów dziennie. Natomiast przy tkaniu na większych krosnach, to tempo pracy jest wolniejsze, gdyż tkanina jest szersza i to jest rytm ok 3 centymetrów na godzinę. Pracujemy około 5-6 godzin dziennie przy krośnie. Jest to na tyle ciężka i fizyczna praca, że kiedy wykonuje się ją kolejny tydzień i miesiąc i już któryś rok z rzędu, to trzeba podchodzić z dużym szacunkiem do swojego ciała. Żeby zadbać o siebie i o to, żebyśmy mogły pracować bez bólu, ograniczyłyśmy liczbę godzin spędzaną dziennie przy krośnie. Początkowo tkałyśmy trochę dłużej, ale to nie było bezpieczne.

Jak wygląda Wasz codzienny zwyczajny dzień pracy?

Jadzia: Nasz dzień jest podyktowany tym co robimy poza pracą. Bardzo często zaczynamy dzień od jogi więc do krosna siadamy około godziny 11. Chyba, że idziemy na jogę popołudniu to zaczynamy rano pracę, aby się wyrobić z wszystkim do wyjścia na aktywności fizyczne.

Wiktoria: Wszelkie aktywności są już naszą rutyną, szczególnie joga. Przy naszej pracy bardzo potrzebujemy takiego odpoczynku, a także wzmocnienia fizycznego oraz tego, aby odpowiednio rozciągnąć mięśnie, kręgosłup. To bardzo pomaga w utrzymaniu kondycji, która jest konieczna przy tkaniu. Zazwyczaj w ciągu dnia pracy samego tkanina mamy 5-6 godzin, a pomiędzy robimy przerwy i w tym czasie odpisujemy na maile, pracujemy nad biurowymi tematami typu zamówienia, faktury.

Jak długą historię ma technika w której wykonujecie kilimy?

Jadzia: Jest tak dawna, że trochę nie da się jej datować. Splot z którego korzystamy to najprostszy ze splotów i jest pierwszym który się pojawił. Ze względu na to, że kiedyś tkaniny były wykonywane z włókiem pochodzenia zwierzęcego lub celulozowego te dawne tkaniny się już rozłożyły. Ciężko określić kiedy były początki historii tkania. Te resztki tkanin, które się już zachowały, mają około 5 tysięcy lat i są bardzo skomplikowane i szczegółowe, więc ta technika była już maksymalnie rozwinięta. Na tej podstawie można wnioskować, że tkanie było jedną z pierwszych rzeczy, które robił człowiek. Sam splot którego my używamy się nie zmienił. To taka zupełna podstawa, nie ma nic prostszego. To co się zmieniło delikatnie, to przyrządy, narzędzia. Mamy przędzę produkowaną maszynowo, krosna, chociaż akurat krosna których my używamy mają już kilkusetletnią historię.

Technika w której my się poruszamy czyli kilim to jedna z już niewielu technik tkackich, które musi wykonać człowiek. Nie ma maszyny, która mogłaby zastąpić człowieka w tej pracy. Nie ma maszyny, która mogłaby tkać kilimy sama. Są krosna, ale one nie byłyby w stanie działać bez człowieka. Nie wymyślono takiej technologii, która pozwoliłaby zastąpić pracę ludzkich rąk w tej konkretnie technice. To jest coś wyjątkowego i pięknego, bo prawie wszystko mogą robić maszyny, tkać dywany, tkaniny dekoracyjne, użytkowe, a rzeczywiście kilim to taki ostatni bastion ludzkiej pracy. Cieszy nas to, że jest jeszcze takie pole gdzie człowiek nadal jest lepszy od maszyny.

Czy Waszym zdaniem tkaniny są popularne w aktualnych wnętrzach? Są modne?

Jadzia: Tkaniny we wnętrzach pojawiły się, a w sumie powróciły jakiś czas temu. Ludzie uciekali od zasłon i dywanów, a od pewnego czasu znów je kupują. Tkaniny były w mieszkaniach kiedyś, później było zachłyśnięcie się minimalistycznym, pustym wnętrzem, teraz znowu mamy powrót do tego co przytulne, co pozwala nam odpocząć. Tkanina w domu ociepla wnętrze, dźwięk się inaczej rozchodzi, milej się spędza czas w pomieszczeniach w których pojawiają się tkaniny. Cieszy nas to, że wracamy do przyjaznych wnętrz z tkaninami.

Wiktoria: Wiele osób ma przesycenie rzeczami, które mogą mieć wszyscy, na przykład z sieciówek. Idziemy do kogoś w odwiedziny i widzimy te same meble, dekoracje. Jest w nas, ludziach taka potrzeba, żeby mieć coś wyjątkowego u siebie i tkanina daje nam tą możliwość. Powieszenie tkaniny wiąże się też z pewną odwagą. Pierwszą rzeczą, którą nam się nasuwa do powieszenia na ścianie jest plakat lub obraz, a na tkaninę jednak nie każdy się zdecyduje. Tkanina potrafi wyróżnić wnętrze. Wszystkie tkaniny, które są robione ręcznie są wyjątkowe i ciekawe.

Co powiedziałybyście klientowi który zastanawia się nad zakupem kilimu? Jakie wartości możecie razem z kilimem przekazać?

Jadzia: Ogromną wartością kilimu jest jego długowieczność. To zdecydowanie nie jest tkanina na jeden sezon. My je tak projektujemy, aby w tych wnętrzach mogły grać przez lata. Naszym marzeniem jest to, aby nasze tkaniny jak najdłużej funkcjonowały we wnętrzach, aby były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Cel który nam przyświeca, zarówno podczas projektowania jak i wykonywania to aby kilimy były jak najwyższej jakości i aby mogły funkcjonować jak najdłużej.

Wiktoria: Coś wyjątkowego i rzadko spotykanego to aspekt wykonywania ich ręcznie przez nas tu lokalnie w Łodzi. Pokazujemy na co dzień proces powstawiania tkanin i tego, że za każdą jedną tkaniną stoi jej twórca. W tkaniny wkładamy całe swoje życie i traktujemy każdy kilim jak nasze dziecko. Mocno się przywiązujemy do tego co tworzymy. Na początku, było nam wręcz ciężko się rozstawać z pierwszymi, które zostały sprzedane. Podchodzimy do tego z dużym sentymentem. Zawsze mówimy klientom, że kilim jest na całe życie i gdy się ktoś zastanawia jaki kupić, który lepszy, to radzimy aby się dobrze zastanowić bo zostanie z kupującym na długie lata.

Jadzia: Często nasi klienci traktują też kilimy w sposób bardzo symboliczny, że to nie jest tylko przedmiot, ale łączy się z jakimś ważnym życiowym wydarzeniem. Często sprzedajemy kilimy jako prezenty ślubne, na pamiątkę innych ważnych wydarzeń w życiu.

Wiktoria: Wzruszające dla nas jest to, że ktoś ma takie zaufanie do naszej pracy i widać, że wysoko ją ceni, że jest w stanie wspomnienia ze swojego życia powiązać z kilimem który utkamy. Jest to dla nas jako twórczyń bardzo satysfakcjonujące. Jest coś takiego w tej tkaninie, że to nie tylko przedmiot, że może to być coś więcej.

Jadzia: Ja myślę, że to może być kwestia tego, że jednak czuć w tym przedmiocie, że twórca wiele godzin poświęcił aby on w ogóle powstał. To chyba rzeczywiście, ta świadomość że robił to konkretny  człowiek, nie maszyna i że raczej robił to kilka tygodni, nie godzin, dodaje tej wartości sentymentalnej i sprawia, że klienci też czują się związani z przedmiotem.

Jugs

Kilim

Red

Kilim

Pieski

Kilim

Piesek

Kilim

Jugs

Kilim

Red

Kilim

Pieski

Kilim

Piesek

Kilim

Jaka kobieta ze świata designu, jest Waszą inspiracją?

Wiktoria: Naszą inspiracja są kobiety, które zajmowały się tkaniną w Bauhausie. Przez długi czas te kobiety nie były doceniane na równi z mężczyznami. Ich praca jest dla nas inspirująca, działały w tym samym materiale, w tkaninie i w jakiś sposób utożsamiamy się z ich pracą.

Fascynującą postacią ze świata tkanin jest również Eleonora Plutyńska. Pani Eleonora odkryła dla świata, a najpierw dla Polski dwuosnowową tkaninę podlaską. Ta technika tkania jest wyjątkowa i charakterystyczna dla wąskiego regionu Podlasia. Jest tylko kilkanaście osób które poruszają się w tej technice bardzo biegle i zawodowo tkają.

Jadzia: Eleonora Plutyńska obracała się w świecie tkanin, malarstwa i z tego co pamiętam, gdy dostała kawałek tkaniny podlaskiej od jednej ze znajomych sobie osób, zafascynowała ją technika w której została wykonana i wyjechała szukać twórców którzy znali tą technikę. W ten sposób, na Podlasiu odkryła ostatnie osoby, które pamiętały jak się tka w ten sposób. To rzeczywiście jest bardzo trudna technika, bardzo zaawansowana jak na taki świat ręcznie wykonywanych tkanin. Technika była przekazywana z pokolenia na pokolenie bez spisywania technologii. Pani profesor zajęła się tym, aby znaleźć osoby które naucza się tej techniki tkackiej i będą mogły przekazać to dalej. Tak naprawdę gdyby nie ona, to ta technika zostałaby całkiem zapomniana. Jest to o tyle niesamowite że ta technika jest charakterystyczna tylko dla Podlasia i nigdzie na świecie nikt tego nie znał. Ci ludzie wykonywali to całkowicie z pamięci, w ogóle nie projektowali, nie rysowali tych wzorów tylko siadali do krosna i wykonywali kolejne centymetry.

Wiktoria: Postać Eleonory Plutyńskiej jest naprawdę fascynująca, zaczęła pracować z tkaczkami na Podlasiu, uczyć się tego co one potrafią, przekazywać im również swoją wiedzę. Opracowywała razem z tkaczami z Podlasia świeże wzory, ale pasujące do ich historii, takie nadające świeżości.

Jadzia: Stała też na straży wartości estetycznych. Gdy lokalni tkacze zaczynali chcieć naśladować wzory, które powstawały przemysłowo i były przaśne i kiczowate to Eleonora Plutyńska przekonywała, że warto jednak tkać to co jest takie ich, i ma wartość wizualną i jakościową. Była taką orędowniczka jakości i autentyczności. Zaopiekowała się dziedzictwem kulturowym które było unikalne na skalę świata.

Kilka lat temu byłyśmy na warsztatach z tej właśnie techniki dwuosnowowej, poznałyśmy podstawy i nawet wracając z warsztatów kupiłyśmy kolejne krosno i byłyśmy nakręcone, że będziemy też coś robić w tej technice. Oczywiście najpierw musiałybyśmy ją bardzo dobrze poznać, żeby móc się w niej swobodnie poruszać, ale niestety nie mamy na wszystko czasu. Myślałyśmy, że uda nam się wygospodarować czas, żeby jeszcze oprócz naszej pracy eksperymentować też na tym krośnie i żeby po tych kilku miesiącach eksperymentów, zacząć tkać coś w tej technice. Póki co musiałyśmy zawiesić te plany.

Wiktoria: Myślę, że jeszcze kiedyś wrócimy do tego, ta technika jest zupełnie inna od kilimowej i daje całkiem inne możliwości projektowe. Bardzo nas kusi takie rozebranie tej techniki na części i stworzenie w niej nowych, współczesnych wzorów. To jest takie ciekawe wyzwanie na przyszłość.

Jakie macie marzenia i plany na przyszłość Tartarugi?

Jadzia: Już jakiś czas temu zdecydowałyśmy, że nie do końca zależy nam na turbo rozwoju i powiększaniu tej pracowni do kilkunastu pracowników. Taki rozwój powodowałby, że my musiałybyśmy być totalnymi menadżerkami i pewnie nie miałybyśmy już czasu na projektowanie i tkanie. W tym momencie staramy się planować naszą przyszłość w ten sposób, żebyśmy mogły tkać i robić to, co sprawia nam przyjemność.

W takim idealnym świecie siedzimy sobie i eksperymentujemy, mamy kilka zaufanych osób z którymi pracujemy i które wykonują codzienne zlecenia, a my z Wiktoria możemy kombinować, robić nowe kolekcje i tylko część tych zleceń wykonywać samodzielnie. Takim fajnym planem na przyszłość byłoby takie spokojne życie.

Wiktoria: Dążymy do takiego idealnego bilansu pracy i życia i myślę że jesteśmy już całkiem blisko.

Czytaj również

Materiały tapicerskie. Pielęgnacja i użytkowanie.
2 dni temu
Jesienne dodatki
1 tydzień temu
Meble outdoor – jak wybrać?
3 tygodnie temu
Jak urządzić funkcjonalny pokój młodzieżowy?
3 tygodnie temu
Salon Euforma w Bydgoszczy
4 tygodnie temu
Meble z litego drewna. Pielęgnacja i użytkowanie.
1 miesiąc temu